Wysłuchanie bezustanne

 

Bóg nie zawsze daje to, o co prosimy, ale zawsze to, czego naprawdę chcemy.

 

 

Dziennikarz do Żyda stojącego pod Ścianą Płaczu: – Pan tu tak codziennie przychodzi. O co się pan modli?

– O powodzenie w finansach, żeby żona była milsza, żeby dzieci były posłuszne… takie rzeczy.

– I co?

– A wie pan, czasami mam wrażenie, że mówię do ściany.

 

Dowcip jak dowcip, ale rzeczywiście panuje dość powszechne przekonanie, że Bóg niespecjalnie interesuje się naszym powodzeniem i gdy coś idzie dobrze, to prędzej nam przeszkodzi, niż pomoże.

 

Niedawno pisałem o tym, że prawdziwe szczęście zaczyna się od rezygnacji ze szczęścia zaplanowanego. Część czytelników zareagowała gniewem, de facto, na Pana Boga, który jakoby znajduje wręcz przyjemność w psuciu naszych planów, a nic dobrego z tego nie wynika. Bóg, ich zdaniem, choć może nam dać, co tylko chce – to rzadko chce. I dlatego o wszystko trzeba się modlić, modlić, modlić, a i tak z niepewnym skutkiem. Niejeden taki Boży petent zniechęca się w końcu i mówi obrażony: „Bóg mnie nie wysłuchał”.

 

Ale z czego to niby wynika, że nieotrzymanie zamawianego produktu oznacza niewysłuchanie? Jeśli ja wysłuchuję moje dziecko, to nie znaczy, że dam mu to, czego chce. Wysłuchuję zawsze, ale po wysłuchaniu nieraz mówię „nie”. Albo „nie teraz”. Z reguły dziecku to nie podoba się, tak jak i mnie nie podobało się, gdy byłem dzieckiem. Bo choć małolat odmowę uważa za swoją krzywdę, to jednak każdy rozsądny rodzic wie, że krzywdę można mu właśnie wyrządzić realizacją jego zachcianki.

 

Jeśli świat ma problem z rozwydrzonymi dzieciakami, które wyrastają na samolubnych bęcwałów, to właśnie dlatego, że niczego im nie odmawiano. My to rozumiemy – jako rodzice. Rozumiemy, że nie należy zgadzać się na wszystko, i to właśnie z miłości. Nie wolno zgadzać się tym bardziej, im bardziej małolat się awanturuje, bo dojdzie do wniosku, że to jest właściwa metoda osiągania sukcesu. Skoro więc w relacjach rodzic–dziecko to rozumiemy, to skąd te pretensje do Boga, że „nie wysłuchuje”, że czegoś nie dał, że z czymś zwlekał albo że coś nawet zabrał?

 

„Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi” – zapewnia autor Listu do Hebrajczyków (12,7). Oczywiście taka sytuacja oburza tych, którzy mają się za dorosłych. Ale skoro Jezus wzywa, żebyśmy stali się jak dzieci – to dlatego, że taka jest prawda: jesteśmy dziećmi, tyle że wielu nie przyjmuje tego do wiadomości. I tacy ludzie robią sobie krzywdę, właśnie tak jak dzieci, które gwiżdżą na opinię rodziców. Pchają się w nieszczęście, bo muszą mieć to, co chcą. Dorośli to my jesteśmy jedynie względem młodszych od nas, ale tak w ogóle to my guzik wiemy o tym, co dla nas jest dobre i dobrze wyjść możemy jedynie na zaufaniu, że Ojciec jest dobry i wie lepiej.

 

Przeszło tydzień temu pewna rodzina spóźniła się na samolot linii AirAsia. Byli bardzo rozżaleni, bo miało być tak fajnie. Gdy jednak okazało się, że właśnie ten samolot wpadł do morza, zmienili zdanie.

 

Jeśli to, o co prosimy, jest dla nas naprawdę dobre, Bóg da nam to na pewno. A jeśli nie daje – to i za to warto podziękować. Tak jak dziękuje tamta azjatycka rodzina.

Autor:  Franciszek Kucharczak GN 02/2015

 

{jcomments on}

Comments powered by CComment

Początek strony